Obserwatorzy

niedziela, 22 marca 2009

Zwycięstwo NERGALA!


Adam "Nergal" Darski wygrał sprawę z Ryszardem Nowakiem "walczącym z sektami". Ryszardowi Nowakowi, szefowi Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, sąd nakazał przeprosić muzyka za nazwanie przestępcą i wpłacić 3 tys. złotych na schronisko dla zwierząt. Do tego 1,7 tys. kosztów sądowych.
Jaki sens ma taki jednoosobowy "komitet"? Broni tylko monopolu jednego kościoła, który wszak sam był kiedyś... żydowską sektą. A dla ortodoksyjnych żydów pozostał nią do dzisiaj.

niedziela, 8 marca 2009

Z testów na Prawo Jazdy - Co grozi Mirosławowi Orzechowskiemu?

Były minister edukacji, znany bojownik o Wielką Polskę Narodowo-Katolicką i prezes Ligi Polskich Rodzin, Mirosław Orzechowski, 5 marca br. spowodował kolizję; uszkodził dwa inne auta. Miał 2,2 promila alkoholu we krwi. Byłemu ministrowi grozi
A utrata prawa jazdy,
B kara więzienia do dwóch lat,
C byłym posłom przysługuje dożywotni immunitet, dlatego nic nie grozi byłemu ministrowi edukacji.

A swoją drogą "Czy katolicyzm obumarł czy zawsze był martwy?" http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5537

Prawidłowa odpowiedź: B

niedziela, 1 marca 2009

Raymond Kurzweil i jego wizja przyszłości


Awangarda transhumanizmu na świecie - Raymond Kurzweil twierdzi, że badania nad mózgiem doprowadzą do reverse engineering, czyli odtworzenia i rekonstrukcji jego funkcji za pomocą maszyny. Nadejdzie epoka uduchowionych maszyn. Kurzweil zwraca uwagę na czekające nas dwa przełomy. Pierwszy przełom to uzyskanie przez człowieka potencjalnej nieśmiertelności. Za jakieś 20–30 lat medycyna dysponować będzie takimi możliwościami naprawy ludzkiego organizmu i zahamowania starzenia, że śmierć jako naturalny kres życia będzie można wykreślić ze słownika. Drugi przełom dotyczący całego gatunku ludzkiego to czekająca nas w perspektywie kilkudziesięciu lat Singularity-Osobliwość, najważniejszy moment w ewolucji od pojawienia się życia. Człowiek stopi się z technologią, powstanie nowy rodzaj życia na Ziemi. Wkroczymy w epokę transhumanistyczną. Etap ten nie kończy jednak ewolucji, jej finałem będzie bowiem nasycenie inteligencją całego Wszechświata (tekst ukazał się w Polityce).

W Polsce książki Kurzweila są w ogóle nieznane. Transhumanizm czy katolicyzm? Świat kultury czy skansen?

sobota, 28 lutego 2009

Etos pogański vs chrześcijański

Na prawicy.net możemy znaleźć artykuł niejakiego Jana Bodakowskiego pt. „Gospodarka i sprawy społeczne w myśli neopogańskiej Zadrugi i jej twórcy Stachniuka”. Artykuł napisany jest z pozycji typowo Polakatolickich, z licznymi błędami i językiem prostym jak budowa cepa (jest to chyba jeden z pierwszych, jak nie pierwszy tekst autora). Bodakowski odwołuje się tylko do... jednego opracowania[1]; nie ma cytatu z żadnego tekstu źródłowego. Odnosi się wrażenie, że część treści tekstu autor sobie wymyślił lub dowolnie zinterpretował. Co więcej Bodakowski, to niemal pewne, nawet nie przeczytał żadnej książki Jana Stachniuka - Stoigniewa w oryginale. Jest tak nieporadny i zapomina się do tego stopnia, że potyka się o własne nogi i chwyta za miecz obosieczny.
W swoim tekście chciałbym się odnieść tylko do jednej tezy autora, wyrażonej w zdaniu, „etos pogański nie przetrwał tysiąca lat konfrontacji z chrześcijaństwem, zwolennicy Stachniuka ignorowali fakty”.
Czy faktycznie etos pogański nie przetrwał konfrontacji z pogaństwem?
„Zadruga była środowiskiem – pisze Bodakowski - hołdującym przeświadczeniu że rzekomy etos przed chrześcijański (pisownia oryginalna – przyp. mój – WJR) był lepszy od etosu chrześcijańskiego. Utopijność tego przeświadczenia polegała na tym że rzekomy etos pogański był współczesną kreacją, sztucznym tworem. Etos pogański nie przetrwał tysiąca lat konfrontacji z chrześcijaństwem, zwolennicy Stachniuka ignorowali fakty”.
Nielogiczność tego stwierdzenia Bodakowskiego aż bije po oczach. Skoro „etos pogański” Zadrugi był „współczesną kreacją, sztucznym tworem” to w takim razie, jak mógł przez tysiąc lat konfrontować z chrześcijaństwem? Zupełnie opacznie to pojął Bodakowski. Tu chodzi o coś innego. Stachniuk wyraźnie podkreślał, że interesuje go wyłącznie postawa wobec świata dawnych Słowian. W „Drodze rewolucji kulturowej w Polsce” pisał, iż „wątek zerwany jest do nawiązania", ale „śmieszne jest odnawianie symboliki Swantewita, Swarożyca, itd. Kwestie bałwanów niech zostaną dla bałwanów. Chodzi o żywą więź tego samego stosunku do życia; ta jest wspólna". Stachniuk nawoływał do rekonstrukcji kultury polskiej opartej na panteizmie ewolucyjnym.
Zastanawiam się ponadto, o jakiej tysiącletniej konfrontacji pisze Bodakowski, skoro w zetknięciu z etosem katolickim, wspartym całą potęgą przymusu państwa,  etos pogański musiał od razu zejść do podziemia lub całkowicie zginąć. Nie była to bowiem pokojowa konfrontacja, jakaś dyskusja, pokojowe nawracanie. I bynajmniej nie chodziło tu o Prawdę przez duże P, ale o stosunek sił - gdzie brutalna Siła, a nie Prawda dyktowała swe prawa. Ale czy ten pokaz bogactwa i siły z duchem chrześcijaństwa miał coś wspólnego? Chrześcijańska była tylko ornamentyka.
Zgoda, wierzenia przedchrześcijańskie Słowian, a wcześniej germańskich Sasów, nie przetrwały w konfrontacji z potęgą, jak najbardziej pogańską, bo militarną, ówczesnego cesarstwa i jego wasali. Ale to jeszcze nie świadczy o istotnej wartości i wyższości etosu chrześcijańskiego. Bodakowski chwyta za miecz, który jest bronią obosieczną. I bardzo łatwo można podać przykłady, kiedy etos katolicki, czy też szerzej chrześcijański, przegrał konfrontację z innymi etosami. Etos katolicki na przykład w Anglii nie przetrwał w starciu z etosem rodzimego kościoła - etosem anglikańskim. Idąc dalej tropem tego rozumowania w procesie historycznym aż do stosunkowo bliskich nam czasów Bodakowski musiałby stwierdzić, wbrew swemu całemu chrześcijaństwu, że etos muzułmański był lepszy niż chrześcijański - w Afryce Północnej, Egipcie czy Azji Mniejszej wygrał konfrontację z chrześcijaństwem. Podobnie - bolszewicki okazał się lepszy niż etos chrześcijańskiej Rosji, bo przecież bolszewicy i komuniści wygrali wojnę domową i przez prawie sto lat rządzili Rosją!
Zresztą Bodakowski decydując się na krytykę Zadrugi powinien przynajmniej znać podstawowy aparat pojęć używanych przez Stachniuka. Pewnie nie słyszał nigdy o „perwersyjnym instrumentalizmie chrześcijaństwa”. Gdyby bowiem słyszał, zrozumiałby, że to, co tak naprawdę zwyciężyło w IV wieku w Europie, w żadnej mierze nie było ewangelicznym chrześcijaństwem. Katolicyzm nie zwyciężył drogą negocjacji i powszechnej zgody. Górę wziął ów „perwersyjny instrumentalizm chrześcijaństwa”. Sam przecież człowiek-Bóg Jezus Chrystus nie pozwolił swoim uczniom użyć miecza w jego obronie. Powiedział, kto „mieczem wojuje, ten od miecza zginie”. Etos miecza nie należy więc do ducha prawdziwego chrześcijaństwa (jest tylko częścią zmanipulowanej tradycji chrześcijańskiej – nie bez udziału kochających miecz Germanów); należy jak najbardziej do etosu pogańskiego. Ale w perwersyjnym instrumentalizmie chrześcijaństwa można pójść aż tak daleko, żeby... święcić miecze i ostrzyć na murach kościołów swe szable - na pohybel poganom rzecz jasna. Nauki Chrystusa, jak widać, nie najwięcej tu ważą. A pogaństwo zwycięża zza grobu.
Jedno jest pewne, że nawet najbardziej niedorzeczne koncepcje religijne wygrywają w świecie tylko wtedy, kiedy mają za sobą cały aparat państwowego przymusu. Kiedy zawładną niepodzielnie umysłami władcy i władzy politycznej, stają się wtedy naprawdę niebezpieczne. Czym byłoby chrześcijaństwo bez wsparcia Konstantyna i Teodozjusza? Zapewne niczym wielkim i groźnym. A chrześcijanie budziliby dziś tylko naszą drwinę, tak jak wzbudzają ją domokrążni wyznawcy Jehowy, „głoszący Raj na Ziemi po przyjściu Pana, gdzie baranki bezpiecznie będą się pasać obok lwów”. Istna sielanka chrześcijańska, czysta liryka trawienia, jakby powiedział Stachniuk.
W konfrontacji z pogaństwem chrześcijaństwo było słabe, nieporadne, ale zaciekłe w swoim fanatyzmie i w głoszeniu swojej „Prawdy”. Tę zawziętość godną lepszej sprawy widzimy dziś często u mormonów czy świadków Jehowy krążących całymi dniami po ulicach i klatkach schodowych. Daje to nam wyobrażenie o tym, co kiedyś musieli wyprawiać chrześcijanie w głoszeniu „dobrej nowiny”[2]. Co oczywiście nie umniejsza w żadnym stopniu niedorzeczności głoszonych przez nich koncepcji. A co do tej tysiącletniej konfrontacji pogaństwa z chrześcijaństwem. Ks. Michał Poradowski pisał w swoim "Palimpseście", że pogaństwo wciąż żyje w głębokich pokładach naszej duszy - niczym palimpsest. Tekst, jaki zapisało na naszej duszy chrześcijaństwo, jest coraz mniej czytelny, natomiast spod niego wyłania się pierwotniejszy (zapisywany też przez wielokrotnie dłuższy okres czasu) tekst - pogański - i ten odczytuje się bez trudu... Przyznaje to nawet kapłan chrześcijański - konfrontacja pomiędzy pogaństwem a chrześcijaństwem wcale to a wcale się nie skończyła, nawet po tysiącu i dwóch tysiącach lat może na nowo się pojawić. Tak jak pojawiła się w ubiegłym i obecnym stuleciu, po dwóch tysiącach lat dominacji chrześcijaństwa.

[1] Grott B. „Religia, cywilizacja, rozwój wokół idei Jana Stachniuka”.
[2] 2000 lat jakby nie było nieco zweryfikowało i stępiło ten optymizm chrześcijaństwa; stąd pojawili się nowi głosiciele „dobrych nowin”.

Holandia i Wolność

Tymczasem w XVI wieku zaszła w Holandii prawdziwa rewolucja technologiczna - wynalazek druku - Biblia trafiła „pod strzechy” i to szybko spowodowało ‘otwarcie się oczu wiernych na pazerność, błędy i wypaczenia kościoła katolickiego’. W roku 1566 naród się buntuje i tłumnie targnie przemocą do kościołów (tzw. Sztorm Obrazów - Beeldenstorm - po polsku zwany rewoltą ikonoklastów) niszcząc jego obrazy, świątki, bogactwo i przepych. Holandia wróciła do podstaw wiary chrześcijańskiej; 10 przykazań. Wiele kościołów zamieniono na budynki użyteczności publicznej a katolicyzm staje się religią zakazaną.

Polecam! www.wiatrak.nl

piątek, 27 lutego 2009

Nie porzuciełm wiary przodków

16 lat płacę na złodziejski ZUS. Tymczasem m.in. z moich pieniędzy Państwo opłaca próżniaczą armię 30 tysięcy kapłanów międzynarodowego Kościoła kat., który od 966 r. niszczy naszą rodzimą i niezależną myśl - słowiańsko-polską, chcąc upodobnić nas do Jezusa i jego żydowskich uczniów ze św. Pawłem na czele, jako też do innych pokręconych św. chrześcijańskich, co to na słupach siedzieli (św. Szymon Słupnik), czy też bezustannie na czworakach chodzili (św. Doroteusz), by raz na zawsze wyzbyć się "szatańskich i grzesznych namiętności tego świata". I wmawia się nam bezczelnie i bezustannie od ponad tysiąca lat, że to stanowi ideał i kwintesencję naszej... tożsamości narodowej (tak!).
Czy porzuciłem wiarę przodków? Jakże to głupie pytanie. Absolutnie NIE! Ja po prostu wróciłem do ich wiary, której od pamiętnego chrztu Mieszka w 966 roku nie wolno już im było wyznawać. Odtąd mieliśmy się stać Europejczykami nowożydowskiego zakonu - chrześcijanskiego. I nie zwyciężyła tu prawda, ale racja polityczna. Ludziom wierzącym i myślącym inaczej niż po katolicku odmówiono prawa bytu na tej ziemi. Ale prawda zawsze zwycięża! Niezłomny duch, dziedziczony w niezgłębionych, i nie poznanych do końca, obszarach naszej podświadomości. Odżywa po wielu stuleciach, a nawet po tysiącleciach. Bo oni liczą swój czas tylko od dwóch tysięcy lat, my – od dziesiątków tysiącleci. A prawda jest taka – jakże i w tym mylił się św. Paweł! - że jest i Grek, i Żyd, jest i Polak – Słowianin. Są też bracia w Chrystusie, ale mnie to już nie interesuje, jak w ogóle nie interesują mnie domokrążni „wyznawcy Raju na Ziemi po przyjściu Pana” i „ich prawda”. Wyznałem im to w oczy, kiedy kolejny raz zapukali do moich drzwi.

A nawiązując do Jana Stachniuka. I ja powtórzę, iż "wątek zerwany jest do nawiązania", ale "śmieszne jest odnawianie symboliki Swantewita, Swarożyca, itd. Kwestie bałwanów niech zostaną dla bałwanów. Chodzi o żywą więź tego samego stosunku do życia; ta jest wspólna".


Dlatego od marca rezygnują z ZUSu w pełnym wymiarze (będę miał tylko minimalną składkę gwarantująca „opiekę medyczną”) i ubezpieczam się w kraju, który pierwszy w Europie wyzwolił się spod uroku „wiecznych prawd”, czyli w Wielkiej Brytanii. Zainteresowani mile widziani będzie nas więcej! Wyślijcie do mnie tylko swojego maila i nr telefonu. Otrzymacie dokładne informacje na maila, jak to zrobić. Może w końcu włodarze Państwa Polskiego zrozumieją, gdzie należy szukać oszczędności. I zamiast stale podwyższać składki ZUS samozatrudnionym, pracownikom najemnym i przedsiębiorcom zlikwidują nadzwyczajne przywileje dominującej, międzynarodowej instytucji religijnej z siedzibą w Rzymie.

poniedziałek, 23 lutego 2009

Co to jest?



Cudowny medalik Maryi na trudne czasy. Maryja (żydówka aram. Marjam) była człowiekiem, nie boginią. Umarła jak każdy śmiertelnik. Zatem, jak mogła dać jakiś dar komukolwiek po swojej śmierci? Czym zatem to jest? Kliknij w obrazek, a się dowiesz! Co więcej to jest... (też kliknij w obrazek poniżej).




Zmarli ludzie nie wracają po śmierci, nawet matki ludzi-bogów. Nawet tak zasłużone matki, jak żydówka Miriam-Maryja królowa - antyżydowskiej - katolickiej Polski. Jesteśmy jak biedni Indianie - z naszej słowiańskiej religii - naszych przodków - nic nie zostało. A nasze własne, naturalistyczne wierzenia - pod karą śmierci - zastąpiono - niedorzecznymi.
"Dziękuję za przesłanie mi Cudownego Medalika. Z radością pragnę Państwa poinformować, że mój syn miał problemy w pracy, groziło mu zwolnienie. Byliśmy wszyscy bardzo zdenerwowani, bo syn miał wzięty kredyt na dokończenie studiów. Dwie noce modliłam się do Matki Najświętszej, św. Antoniego i św. Judy Tadeusza. O godz. 15 listonoszka przyniosła Waszą przesyłkę z Cudownym Medalikiem. Dwie godziny późnej przyjechał mój syn i powiedział, że zachował stanowisko w pracy. Radość moja była ogromna. W prezencie podarowałam mu otrzymany od Was medalik. Anna ze Śląska"
PS. Co za cud! A swego czasu byłem u takiego jubilera, który... splajtował, bo zamiast pracować wolał się lenić, narzekać i słuchać... Radia Maryja - katolickiego radia w jego pracy. Jakoś mu to nie pomogło w utrzymaniu jego miejsca pracy (chociaż czynsz miał bardzo niski, wiem, bo sam ten lokal kiedyś wynajmowałem).